Niewielu wrocławian miało okazję widzieć piękny mechanizm, który przez ponad dwieście lat odmierza czas na ratuszowej wieży. Miejsce to nie jest udostępniane zwiedzającym. Żelazną konstrukcję, w której osadzono koła zębate, zdobią ręcznie kute ornamenty i złocenia. Masywne sztaby oplatają kunsztownie wykonane złocone ornamenty. Całość zdobią medale z symbolami znaków zodiaku.

Wrocławianom zazdroszczono zegara nawet za granicą
Ratuszowe zegary odmierzają czas w naszym mieście już od ponad 630 lat. Trzeba wiedzieć, że zegarowe mechanizmy instalowane były na wieżach najznamienitszych budowli europejskich, poczynając od XIII wieku. Ten z wrocławskiego ratusza był najstarszym na terenie Europy Środkowej. Z całą pewnością istniał już w roku 1362, co potwierdzają dokumenty. Stanowił przedmiot dumy wrocławian oraz obiekt zazdrości mieszkańców innych miast. Na przykład mieszczanie z Opawy zażyczyli sobie w roku 1368, aby umieścić u nich podobny.
Zegarów ci u nas dostatek… było
W dawnym Wrocławiu zegarów było sporo, gdyż w roku 1942 wskazywało czas ponad 90 zegarów wieżowych i fasadowych, a w roku 1988 było ich zaledwie 30, z czego działało jedynie osiem. Warto w tym miejscu przypomnieć, iż w roku 1550 Ratusz ozdobiono zegarem grającym co pół godziny pieśń „De pacem Domini”, a co dwie godziny „Veni creator spiritus” i „Magnificat”. Został on jednak zdemontowany już po ośmiu latach.
Piąta tarcza ratuszowego zegara
W roku 1558 podwyższono ratuszową wieżę i pokryto ją renesansowym hełmem. Umieszczono tam wówczas także nowy zegar, który ukończono w roku 1569. Jedenaście lat później dodano jeszcze jedną tarczę tę, która jest dzisiaj jednym z symboli miasta – na ścianie wschodniej Ratusza. Niegdyś jedna maszyneria napędzała wskazówki na czterech tarczach zegara wieżowego i, za pomocą całego systemu przekładni, także ten ze wschodniej ściany. Skompilowane urządzenie wciąż się psuło, przysparzając zgryzot swym opiekunom. Jednak później do zegara od wschodniej strony dobudowano osobny mechanizm. Tarcza zamocowana na wschodniej ścianie ratusza jest źródłem zabawnego nieporozumienia. Część osób określa go jako „zegar słoneczny” ze względu na imponujący wizerunek tarczy słonecznej wypełniającej centrum kompozycji. A trafniej byłoby go nazywać księżycowym, gdyż nad słońcem umieszczono ruchomą kulę, która, obracana przez wspomniany mechanizm, pokazuje poszczególne fazy księżyca.
Klątwa wrocławskiego zegara? Czy nad zegarem ciąży fatum?
Niekiedy pojawiają się opowieści o klątwie starego zegara, bo były aż dwie śmiertelne ofiary. Zaczęło się dość zabawnie. Gdy w 1590 r. zegarmistrz upił się, otoczyły go rozjuszone przekupki, które uznały, że w takim stanie nie może wchodzić na wieżę, aby nakręcić zegar. Pobiły go tak, że siedem dni nie mógł się ruszać. Wrocławscy mieszczanie traktowali sprawę mierzenia czasu bardzo poważnie. Gdy zegar zaczynał chodzić niepunktualnie, dezorganizując życie miasta, do magistratu napływały liczne skargi. W roku 1635, podczas wojny trzydziestoletniej, ścięto na rynku pewnego Polaka, który po pijanemu strzelał do tarczy zegarowej na wschodniej elewacji.
Po wojnie zegar długo był nieczynny. W narożniku wieży zainstalowano niegdyś napędzaną ręcznie jednoosobową windę. W roku 1967 ówczesny opiekun ratuszowych zegarów Henryk Fuchs podjął się naprawy zegara, który wymagał remontu, choć wojnę przetrwał nienaruszony. Pechowy zegarmistrz najpewniej właśnie przez szyb widny runął kilka pięter w dół. Wskutek upadku złamał kręgosłup i podobno wiele godzin przeleżał na ratuszowej wieży. Zanim został odnaleziony, zdołał wyrzucić przez okno wieży buty i swój zegarek, chcąc zwrócić uwagę i zaalarmować przechodniów, jego krzyków bowiem nikt nie słyszał. Niestety, pomoc nadeszła za późno…
Największe wahadło w mieście
Drewniana belka wahadła ma 8 metrów długości. W zależności od temperatury i wilgoci powietrza skraca się lub wydłuża, a to wpływa na punktualność całej maszynerii. Zegar wymaga stałej pieczy i opieki. Opiekunem zegara od lat jest pan Zbigniew Jakilaszek, który codziennie wspina po krętych schodach, aby nakręcać zegar i dbać o jego skomplikowaną maszynerię. To jemu zawdzięczamy, że najważniejszy wrocławski czasomierz działa bez zarzutu i punktualnie wybija kolejne godziny. Współczesny opiekun zegara czuwa nad maszynerią na wieży od 1999 roku, codziennie nakręca całą maszynerię, podciągając trzy niemal stukilowe obciążniki, by zegar wybijał godziny punktualnie, także tę o 12. w nocy, w Sylwestra. Kondycję wciąż ma niezłą, nie mówiąc o wspaniałym poczuciu humoru – i to go chroni przed pechem, bo najwyraźniej zegarowe fatum przestało działać.
Fotografie: Juliusz Woźny
HITstory Wrocławskie i dolnośląskie sensacje, zagadki i sekrety




