Ekspozycja „Golgota Wschodu” we Wrocławiu przy ul. Wittiga 10 prezentuje aż cztery reprodukcje obrazów Jacka Malczewskiego. Nie powinno to dziwić. W twórczości tego artysty wątki związane z Sybirem pojawiają się wyjątkowo często, a pamiętać trzeba, że temat zesłania podejmowało w XIX i pierwszej połowie XX wieku wielu artystów. Z malarzy wystarczy przypomnieć Artura Grottgera czy Witolda Pruszkowskiego, a z ludzi pióra: Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Teofila Lenartowicza czy Ferdynanda Ossendowskiego. Jednak Malczewski powraca do tych motywów wręcz obsesyjnie.
Wypada wyjaśnić, dlaczego w tytule używam określania „sybiracki”, a nie „syberyjski”. Otóż język polski jako jedyny rozróżnia pojęcia Sybir i Syberia. Syberia to ogromna kraina geograficzna – większa od Europy. Dzięki podbojowi tego terytorium Rosja stała się imperium, natomiast „Sybir” to określenie miejsc, do których przez wieki byli zsyłani Polacy spiskujący przeciw caratowi, a potem także ci, których za swoich wrogów uznali sowieccy komuniści. Dlatego szynel w obrazach Jacka Malczewskiego jest sybiracki!

Szynel — atrybut zesłańca
W momencie wybuchu Powstania Styczniowego Jacek miał 9 lat. Być może widział pochody kiepsko uzbrojonych ochotników? Nie ma wątpliwości, że słyszał dramatyczne opowieści o walkach z zaborcą, o klęskach, o skazanych, powieszonych i pędzonych na wschód zesłańcach. Podczas pobytu w Paryżu przeczytał „Anhellego”, mistyczny poemat prozą Juliusza Słowackiego. Lektura romantycznego wieszcza stała się dopełnieniem wspomnień z dzieciństwa. Powstały pierwsze obrazy z długiej serii, w której wątki sybirackie pojawiają się początkowo w surowych, niemal monochromatycznych, malowanych w stylu realistycznym, obrazach.
Fenomenalny obraz „Śmierć na etapie” z 1891 roku jest wręcz brutalny w swoim surowym realizmie. Połączenie trywialności motywu z pierwszego planu z tragicznym elementem ukrytym na drugim planie, zrywa z tendencją do heroicznego, wzniosłego ukazywania śmierci za ojczyznę. Śmierć zostaje odarta z majestatu, co fenomenalnie wydobywa tragizm sytuacji zesłańców. W przeciwieństwie do Grottgera Malczewski nie idealizuje zgonu, przedstawia go w sposób dosadny, bez poezji. Nie od razu dostrzeżemy młodego człowieka, który przed chwilą skonał. Zaledwie dwóch towarzyszy zwróciło uwagę na to, że już nie żyje i ze smutkiem pochyla się nad martwym młodzieńcem. Większość wyczerpana wędrówką, jest obojętna albo śpi. Na pierwszym planie widać mężczyznę, który nie może spać z bardzo prozaicznego powodu. Gryzą go pluskwy, których nerwowo szuka, drapiąc się po szyi i plecach. Artysta musiał doskonale znać realia wędrówki zesłańców, która czasem trwała dwa lata. Wędrówki, podczas której śmierć była elementem beznadziejnej, szarej jak płaszcz skazańca codzienności…

Zgodnie z przepisami, po skazaniu więźniowie otrzymywali niewielkie uposażenie w postaci szarych szyneli z szorstkiego materiału i butów, zimą dodawano do tego baranie kożuchy. Cała ta odzież była lichej jakości, często zaczynała się rozpadać na początkowym etapie wędrówki. Sybiraccy Odyseusze w obrazach Malczewskiego wędrują w takich właśnie szynelach. Szary, zgrzebny płaszcz dla Jacka Malczewskiego jest czymś w rodzaju relikwii. Jak w historiach męczenników narzędzia tortur często stawały się atrybutem danego świętego, tak u Jacka Malczewskiego szynel jest znakiem rozpoznawczym zesłańca. Występuje niezliczoną ilość razy, staje się elementem specyficznie „jackowego” zestawu rekwizytów, podobnie kajdany czy czapy jakuckie. Co ciekawe pod hasłem „szynel” w Wikipedii ani słowa o Malczewskim. Jest oczywiście Gogol, jest Kantor, ale o Malczewskim – nic.

Od realizmu do symbolizmu
Serię obrazów o tematyce syberyjskiej rozpoczyna grupa dzieł realistycznych, wręcz reportażowych. Wędrówka, etap, praca w kopalni. W późniejszych dziełach jak „Umywanie nóg” czy „Wigilia na Syberii” pojawiają się symbole religijne i wątki eschatologiczne, ale przede wszystkim zmienia się forma i, co nie mniej istotne, kolorystyka.
„Anhellego” Słowacki pisał w górach Libanu. Utwór ukazał się w roku 1838. Dziwny, mistyczny poemat prozą, nasycony wieloraką symboliką. Wędrówka tytułowego bohatera przez krainę lodu wzorowana jest na wędrówce Dantego, który przez piekło idzie w towarzystwie Wergiliusza. Rolę przewodnika Anhellego pełni tajemniczy szaman, król ludu syberyjskiego. Najbardziej znanymi obrazami Malczewskiego, które powstały pod wpływem Słowackiego, jest kilka malowideł, ukazujących śmierć Ellenai, towarzyszki tytułowego bohatera. W obrębie tego cyklu powtarza się ewolucja stylu od realizmu do symbolizmu. Nie zmieniając tematyki, artysta zmienia całkowicie formę swoich dzieł. Porzuca surowe realistyczne formy na rzecz symbolicznych przedstawień o mocnych, wręcz przykrych dla widza barwach. Malarstwo Malczewskiego nie ma być jak wygodny fotel, ma raczej przypominać krzesło tortur. Koloryt jest w pełni zamierzony – nie ma cieszyć oka – ma frapować, a nawet drażnić widza.

Porównajmy kolejne wersji „Śmierci Ellenai”, poczynając od realistycznego przedstawienia z roku 1883, w którym drobiazgowo zostało zarejestrowane wnętrze chaty, dopracowane wszystkie szczegóły. Z realistycznym otoczeniem kontrastuje zjawiskowa postać zmarłej, ukazana w anielskich bielach w centrum obrazu. W latach 90. w twórczości artysty dokonuje się rewolucyjna zmiana. Zmarła Ellenai ukazana jest w karkołomnym skrócie, zapożyczonym z obrazu renesansowego malarza Andrei Mantegni z martwym Chrystusem. Niezwykłej perspektywie towarzyszy kolorystyka oparta o mocne kontrasty, wręcz niestosowna przy obrazie ukazującym śmierć. Te eksperymenty perspektywiczno- kolorystyczne pogłębiają się jeszcze w kolejnych wersjach anioła Eloe, wiążącego skrzydła, aby unieść na nich martwą Ellenai do nieba. Czy trzeba przy tym oddawać, że Ellenai kona na pryczy, przykrytej szarym płaszczem zesłańca?
Ironiczny romantyk
Przyjaciele mawiali o nim czarodziej, hipnotyzer. Celebrował własną legendę. Lubił stylizować się na artystę z bohemy, przywdziewał długą czarną pelerynę z amarantową podszewką, czasem nosił monokl w oku. Jego pojawienie się w towarzystwie zawsze wywoływało sensację. A lubił bywać. Skromność nie była jego zaletą – miał poczucie wyższości nad kolegami po fachu. Rzecz u artysty zrozumiała. Był uzależniony od papierosów i hazardu. Namiętnie grywał w karty, zdarzało się, że długi karciane spłacał obrazami. Tu mała dygresja. Nie jest prawdą, że doceniano i rozumiano go jedynie w Polsce. Mimo opowieści o tym, jak bardzo Malczewski był hermetyczny dla odbiorców z zachodu, artysta odnosił międzynarodowe sukcesy i był nagradzany na międzynawowych wystawach medalami (Monachium 1892, Berlin 1891, Paryż 1900).
„Malujcie tak, żeby Polska zmartwychwstała” – mawiał artysta do swoich uczniów. Dziś odbieramy to jako patos i bufonadę, a przecież jednocześnie tworzył dzieła całkowicie odarte z wzniosłości, autoironiczne. Gdy przyglądam się jego autoportretowi w jakuckiej czapie (kolejny sybiracki motyw, powtórzony w kilku pracach), mam wrażenie, że Jacek puszcza do nas perskie oko. Z jednej strony mistyczny mesjanistyczny patriotyzm, a z drugiej — chimery szepcą do ucha pastuszkom jakieś tajemnice, wśród zarośli chichoczą rusałki w ludowych pasiakach, fauny dmą w pasterskie fujarki. Ale były sprawy, które traktował ze śmiertelną powagą. Był tercjarzem zakonu franciszkańskiego i zgodnie z jego życzeniem pochowano w przynależnym mu z tego powodu habicie.
– Panie! Mój najdroższy! Tylko mnie Pan nie chwal (…), tylko bezy tych „najlepszy”, my tu wiemy, że jesteśmy najlepsi, bo na polskim ugorze. Najlepiej napisz Pan tak: Jacek jest zdrów, ma się dobrze i maluje historyjki, których nikt nie rozumie. Do widzenia!
Zmartwychwstanie
A jednak spróbuję zanalizować, a może nawet zrozumieć, mój najdroższy Panie Jacku! Obraz „Zmartwychwstanie”. Dwie postacie – starzec i anioł. To moment śmierci, co dodatkowo unaocznia widoczny na drugim planie cmentarz pod ponurym, zachmurzonym niebem – ostateczny koniec wędrówki śmiertelnika po padole łez. No właśnie – czy ostateczny? Siwobrody mężczyzna odziany w w brunatny sybiracki płaszcz zaciska w lewej dłoni szkaplerz zawieszony na szyi. Malczewski stosuje symbolikę właściwą, zindywidualizowaną W prawej trzyma pasikonika. Malczewski stosuje własny repertuar symboli – ten obraz jest tego znakomitym przykładem. Motywy czerpie w mitologii starożytnej, tradycji chrześcijańskiej i polskich wierzeń ludowych. Pasikonik pojawia się w mitologii. Malczewski był erudytą, znał mit o bogini Eos zakochanej w śmiertelniku Titonosie. Bogini ubłagała Zeusa o nieśmiertelność dla ukochanego. Niestety, dary bogów często bywają zatrute, mówiąc naszym językiem — był haczyk. Z upływam czasu bogini, zauważyła, ze jej mąż co prawda nie umiera, jednak jego ciało bardzo się zmienia. Dostał od Zeusa nieśmiertelność, ale nie wieczną młodość. Taki psikus bogów. Titonos jako kilkusetletni mężczyzna mieścił się w kołysce. Ostatecznie Zeus „ulitował się” nad nieborakiem i zamienił go w pasikonika. Zatem sama nieśmiertelność może być przekleństwem. Starca z obrazu przed losem Titonosa ustrzeże wiara – ściskany w ręku szkaplerz. Opieka Matki Bożej daje nadzieję nie tylko na nieśmiertelność, ale też na zmartwychwstanie. Zerknijmy jeszcze na szklane naczynie, z którego anioł wypuszcza niebieskie motyle. W języku greckim „duszę” i „motyla” określa to samo słowo „psyche”. Gąsienica zmienia się w poczwarkę, aby ostatecznie wydobyć się jak z grobu z martwego kokonu i wzlecieć ku górze – to symbol zmartwychwstania. Płaszcz, symbol ziemskich cierpień Polaków, zsuwa się z ramion starca. Uwolnienie od brzemienia polskiego losu możliwe jest dopiero w zaświatach. Obraz powstał w roku 1900.
Niepodległość
„Polonia I” obraz, który artysta namalował w wyjątkowym momencie, w chwili odzyskania przez Polskę niepodległości, w roku 1918. Artysta doczekał historycznego przełomu, którego wypatrywało kilka pokoleń Polaków. Dlatego młoda kobieta się uśmiecha. Z jej pleców zsuwa się sybiracki szynel – wolności została odzyskana. Jednak na szczycie schodów, widocznym po lewej stronie obrazu, widać okrwawione stopy zesłańca. Co prawda bose i krwawiące, ale jednak w rozerwanych kajdanach. Obok Polonii piękne błękitne kwiaty. Polonia jest odziana w symbolizującą niewinność biel, jednak na jej włosach spoczywa czarny welon – znak żałoby po tych, którzy oddali za wolność życie. Zarówno żołnierzy wielkiej wojny, jak i powstańców. Na głowie korona – złota, a jednak zbliżona wyglądem do tej, wydobytej z grobu Kazimierza Wielkiego, utrwalonej przez Matejkę. Kobieta zdejmuje z dłoni fioletową rękawiczkę. Fiolet kolor żałoby i pokuty – być może artysta sygnalizuje w ten sposób, że skończył się czas pokuty.
Juliusz Woźny
HITstory Wrocławskie i dolnośląskie sensacje, zagadki i sekrety




