Niewiele jest we Wrocławiu świątyń, o których opowiadano by tyle legend, jak o tej pod wezwaniem św. Marii Magdaleny. Niewiele jest równie wspaniałych, jednak początki były skromne. Pierwszy powstały w tym miejscu kościół nie miał imponujących gabarytów – zajmował mniej więcej tyle miejsca, ile dzisiejsze prezbiterium.
Pierwsza świątynia między ul. Szewską i ul. Łaciarską powstała już pod koniec XII wieku. Kiedy w roku 1226 dominikanie otrzymali kościół św. Wojciecha przy obecnym pl. Dominikańskim, biskup Wawrzyniec podniósł ten przy Szewskiej do rangi parafii. Kościół został przy tej okazji przebudowany, jednak nie postał długo — został zniszczony w czasie najazdu mongolskiego w roku 1241. Nowy obiekt wznoszono, poczynając od roku 1242 etapami, w miarę możliwości finansowych wiernych.Mistrz budowlany Pieszko
W okresie 1342-1359 roboty w świątyni prowadził wybitny architekt mistrz Pieszko, który zaprojektował między innymi Kaplicę Mariacką przy katedrze, pracował też przy budowie chóru w kościele NMP na Piasku. U św. Marii Magdaleny mistrz Pieszko podwyższył mury, założył nasady sklepień, jemu też przypisuje się wykonanie malowniczych przypór, stabilizujących gmach od zewnątrz. Pod jego kierunkiem wykonano też gzymsy i maswerki, czyli kamienne ażurowe elementy w górnej części okien, wypełniane często witrażami. Pionowe elementy dzielące okno na równoległe pionowe pola noszą nazwę laskowań.
Kościół został konsekrowany w roku 1360. Pięć lat później cesarz Rzeszy Karol IV Luksemburski ofiarował świątyni relikwie Marii Magdaleny, cierń z korony Chrystusa i drzazgę z Krzyża Świętego. Wrocławski biskup Przecław z Pogorzeli ustanowił z tej okazji odpust generalny.
Nasz kościół musi być najwspanialszy!
Parafianie nadal pragnęli ozdabiać świątynię. Wokół naw bocznych wzniesiono między 1370 a 1450 rokiem 16 kaplic, w których znalazły się pomniki nagrobne najbogatszych mistrzów cechowych, zamożnych mieszczan i członków bractw. Od północy dobudowano zakrystię, nad którą w XVI wieku znalazła się biblioteka.
W roku 1380 w prezbiterium świątyni stanęło sakramentarium, czyli kamienna wieżyczka, pełniąca tę samą funkcję co tabernakulum. W górnej części obiektu zobaczymy sceny z Męki Chrystusa: Biczowanie i Ukrzyżowanie, a także Chrystusa Zmartwychwstałego. Całość wieńczy przedstawienie pelikana karmiącego pisklęta własną krwią. Legenda mówi, że w czasie głodu pelikan, chcąc ocalić potomstwo, rozrywa dziobem pierś, aby w ten sposób je nakarmić. To oczywista aluzja do ofiary Chrystusa.
Pierwsza ewangelicka świątynia we Wrocławiu
W tym kościele dokonało się jedno z przełomowych wydarzeń w dziejach Wrocławia. W roku 1523 Johannes Hess wygłosił w nim pierwsze na Śląsku kazanie ewangelickie. Mimo sprzeciwu kapituły katedralnej, przy poparciu Rady Miasta przejął kościół jako pierwszy protestancki proboszcz we Wrocławiu. Nabożeństwa ewangelickie po II wojnie odbywały się w tym kościele jeszcze do 1948 roku, choć już tylko w zakrystii, co związane było z fatalnym stanem korpusu i wież kościoła, o czym za chwilę.
Ołtarz Słowa Bożego
Nazwa ambona wywodzi się z języka greckiego – oznacza podwyższenie lub szczyt, skała wystająca ze zbocza górskiego. W niektórych kościołach katolickich znajdują się dwie, a nawet trzy ambony – pamiątka po czasach, gdy wykorzystywano je nie tylko do wygłaszania kazań, ale także do dysput teologicznych. Ambona z kościoła św. Marii Magdaleny została ufundowana w roku 1581, gdy kościół był już od kilkudziesięciu lat we władaniu protestantów. Autor tego wybitnego dzieła, Friedrich Gross, pragnął nie tylko zaprezentować swój kunszt. Chciał jednocześnie zyskać sławę i zamówienia. Nie może zatem dziwić, że na swoim dziele pozostawił podpis, umieszczając go nad bramką wiodącą na schody. Dzieło było podziwiane przez wielu wiernych i niewątpliwie zabieg reklamowy był skuteczny. „ANNO DOMINI 1581 DURCH FRIEDRICH GROSS” (Roku Pańskiego 1581 przez Friedricha Grossa). Niestety był – nie zachował się. Schody uległy zniszczeniu – krata zamykająca wejście na ambonę po wielu perypetiach (o tym przy innej okazji) trafiła do Muzeum Miejskiego Wrocławia. Pod schodami, dziś już drewnianymi, zachował się natomiast wizerunek smoka.
A Gross stworzył dzieło wyjątkowe. Ambona była wielobarwna dzięki zastosowaniu różnych gatunków kamienia. Kolumnę i anioły wspierające górną część wykonał z piaskowca, kolumienki kosza ambony z zielonego marmuru, alabastrowe płaskorzeźby umieścił na tle ze ślężańskiego gabro. Całość uzupełnił złoceniami – ambona lśniła jak drogocenny klejnot – wszak w protestanckich nabożeństwach pełniła funkcje jeszcze ważniejszą niż w we wnętrzach katolickich.
Szczodrość i erudycja
Wrocławscy ewangelicy, rywalizując nie tylko z katolikami, ale też z drugą protestancką społecznością skupioną wokół kościoła św. Elżbiety nie liczyli się z kosztami. Za swoją ambonę zapłacili 500 talarów. To ogromna kwota – za takie pieniądze mnożna było postawić wiejski kościołek. Gross musiał się jednak tą kwotą podzielić z malarzem Bartholomeusem Fichtenbergerem, Stephanem Gőtzem, ludwisarzem oraz Christopherem Weirachem – ślusarzem. Tym sposobem jednak wrocławscy ewangelicy realizowali koncepcję protestantyzmu, zawartą w słowach przez Filipa Melanchtona: „Verbum Domina Manet in Aeternum” (Słowo Pańskie pozostanie na Wieczność). Kazalnica była jednak cenna nie tylko pod względem materialnym, ale stanowiła popis erudycji fundatorów i twórców. Pastor Lucas Polllio zadbał o to, by na ambonie pojawiły się napisy po łacinie, w języku greckim, aramejskim i hebrajskim, oczywiście są też napisy po niemiecku. A zatem popis erudycji. Oto kaznodzieja wstępujący na ambonę deptał symbolicznie smoka, uosabiającego szatana. Podczas głoszenia Słowa Pańskiego unosili go aniołowie, a otaczały wielojęzyczne inskrypcje i motywy ikonograficzne odnoszące się do Starego Testamentu. Na płaskorzeźbach pojawiają się bowiem Dawid walczący z Goliatem, zburzenie murów Jerycha i Daniel z jaskini lwów.
A legendy? A Mostek Pokutnic? A Dzwon Grzesznika? A portal z Ołbina? A fenomenalne organy z rzeźbami Urbańskiego? A znakomite mieszczańskie epitafia? A wysadzenie wieży przez sowietów? No po prostu nie zmieściły się. Spokojnie – do tych tematów wrócę w kolejnych odcinkach, a na razie wypada stwierdzić, że cały kościół jest swoistym pomnikiem tutejszego mieszczaństwa. Pomnikiem pracowitości i hojności wrocławian.
Fotografie: Juliusz Woźny
HITstory Wrocławskie i dolnośląskie sensacje, zagadki i sekrety