
Katedra – Matka Dolnośląskich Kościołów ma bogatą i skomplikowaną historię. Historycy sztuki i archeolodzy nadal toczą spory, kiedy wzniesiono w tym miejscu pierwszą świątynię chrześcijańską. Nie ma też zgody jak wyglądały kolejne przebudowany. Nie wiadomo zatem, kiedy dokładnie wykuto wspaniale dekorowane kolumny, pokryte wijącymi się gałązkami winorośli, liśćmi i gronami. Podobnie jest z figurami, których powstanie specjaliści sytuują między drugą połową XII wieku a drugą połową XV stulecia.
Ocalili najpiękniejsze fragmenty starej katedry
Spoliami w starożytny Rzymie nazwano łupy wojenne. W budownictwie tym samy mianem określa się starsze detale kamienne, wykorzystane powtórnie w nowszej budowli. Na przykład w kaplicę pałacową Karola Wielkiego w Akwizgranie wmontowano kolumny, sprowadzone, czy może precyzyjniej, zrabowane aż w Rawennie. Bowiem spolia, pojawiające się w budowlach, miały faktycznie charakter łupów, zagrabionych w zwycięskich bataliach wojennych. Włodarze wrocławskiej katedry w XV stuleciu nikogo nie obrabowali, natomiast docenili urodę starych figur i uznali, że byłoby barbarzyństwem je zniszczyć. Chwała im za to! Zlecili mistrzom budowlanym wykonanie oprawy, w której znalazł się ów „komitet powitalny”. Tak powstało lapidarium, w którym zostały wyeksponowane spolia. Działo się to za rządów biskupa Jana IV Rotha. Był on człowiekiem o szerokich horyzontach. Znał królów i cesarzy, zajmował się dyplomacją międzynarodową. Swój nagrobek zamówił w znakomitym warsztacie Piotra Vischera Starszego w Norymberdze, zatem znał się na sztuce. Nawet jeśli pomysł na katedralne lapidarium nie wyszedł od niego, musiał go zaakceptować. Zatem ocalono piękne rzeźby, nie przejmując się tym, że nie tworzą wspólnie jakiegoś programu ikonograficznego. Można je podziwiać jak średniowieczną galerię sztuki.
Dwóch św. Hieronimów i św. Pawłów oraz dwie św. Jadwigi.
W katedralnym „komitecie powitalnym” panuje spore zamieszanie, niektórzy ze świętych pojawiają się w obrębie portyku dwukrotnie. Po prostu zgromadzono tu rzeźby, które chciano ocalić, a mogły one powstać w różnym czasie i zdobić różne części dawnej świątyni.
W centralnej części kompozycji, na najwyższym miejscu widnieje rzeźba Matki Boskiej. Jednak ta statua jest znacznie młodsza od pozostałych figur – została w portyku umieszczona w XIX wieku. Poniżej, pod baldachimami, św. Grzegorz Wielki i św. Paweł – to dzieła średniowieczne. W dolnym szeregu od prawej strony — św. Jan Ewangelista. Jego atrybutem jest kielich, w którym wrogowie podali mu truciznę. Apostoł uczynił jednak nad naczyniem znak krzyża i wypity napój mu nie zaszkodził. Obok św. Jadwiga. Łatwo ją rozpoznać po trzymanej w dłoni figurce Matki Boskiej. Święta posiadała taką figurkę, którą otaczała wielką czcią i z którą została pochowana. W drugiej ręce Patronka Śląska dźwiga model kościoła – to ufundowana przez nią świątynia w Trzebnicy. Dalej zobaczymy św. Piotra, którego łatwo rozpoznać po kluczu i św. Hieronima, który był mężem wielce uczonym. To on dokonał przekładu Biblii na łacinę. Jak mówi legenda, gdy św. Hieronim przebywał w pustelni, przyszedł do niego lew, cierpiący z powodu ciernia, który utkwił w łapie zwierzęcia. Święty usunął cierń, a poczciwy lew od tego czasu wiernie mu towarzyszył. Kolejna postać w tym szeregu to św. Barbara, więziona w wieży przez własnego ojca, fanatycznego poganina. Została ścięta przez okrutnika, który nie mógł pogodzić się z nawróceniem córki na chrześcijaństwo. Na lewo od wejścia zobaczymy po raz kolejny św. Jadwigę. Tym razem trzyma w dłoni buty. Zwykle chodziła boso, co bardzo niepokoiło jej męża – Henryka Brodatego. I to on przekonał spowiednika świętej, aby skłonił ją do noszenia butów — chociaż podczas mrozów. Dowcipna Jadwiga zastosowała się do zalecenia – a że nosiła buty w ręku lub przewieszone na rzemieniu przez ramię, a nie na nogach, to już inna sprawa. Nieco dalej na kolumnie stoi św. Andrzej, podtrzymujący krzyż o charakterystycznym kształcie, znany wszystkim kierowcom. Na takim krzyżu poniósł śmierć męczeńską. Kolejny z patronów jest odziany w szaty biskupie, najpewniej jest to św. Wojciech, obok zobaczymy św. Wacława, księcia z dynastii Przemyślidów, patrona Czech. Po raz drugi pojawia się św. Paweł, a jako ostatni w tym szeregu, patron katedry — św. Jan Chrzciciel.
Zamienione kolumny
W głębi domku portalowego zobaczymy dwie przysadziste kolumny z rzeźbionymi trzonami. Po lewej stronie — Zwiastowanie, a poniżej scena ze św. Hieronimem uwalniającym lwa od cierpienia. Na prawo – wizerunek tak zwanych „dzikich mężów” walczących z kozłem. To obraz sił zła pustoszących winnicę. Berthold i Franczke najwyraźniej nie do końca zdawali sobie sprawę z symboliki tych kolumn. Motywy związane z siłami demonicznymi zazwyczaj umieszczano od strony północnej. Wizerunki kozłów i dzikich mężów powinny zatem znaleźć się po przeciwnej stronie – natomiast Zwiastowanie i dobrotliwy św. Hieronim – po stronie południowej. Całe to bogato zaaranżowane wejście do katedry ma wymiar symboliczny. W intencji twórców miało wyraźnie oddzielać świat doczesny — profanum od rzeczywistości sacrum. Drzwi, brama, przejście wszystko to wiąże się z zanotowanymi przez św. Jana Ewangelistę słowami Chrystusa: „Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony” (J 10,9)
Fotografie: Juliusz Woźny
HITstory Wrocławskie i dolnośląskie sensacje, zagadki i sekrety







